Teraz pokój ciemnieje --
tak jakby żaluzje stały się powiekami
To noc udaje, że nie chce na nas patrzeć
Nie wierzymy jej --
zbyt dobrze ją znamy
Mrużymy oczy.
Splatamy palce nad głową
Czujemy słodki dreszcz
-- gdy wspomnienie wędruje pod skórą
jak ukryty tatuaż
Czekamy wstrzymując oddech
-- nie potrafimy się bać
W pokoju jest coraz ciemniej
Powietrze drży -- jak przebite włócznią
Umarli pochylają się nad nami jak lustra
-- łagodni i piękni -- zaglądają przez ramię
w otwartą książkę, która powoli oddycha
między nami na poduszce
Wiemy dobrze: jest niebezpieczna
-- widziała zbyt wiele
Nagle
Kiedy odgarniając włosy
nieostrożnie dotykam jej --
zachodzi purpurą, w której przebłyskują łzy